piątek, lipca 22, 2016

Kierunek: cepeliny!


Osiem dni, dwa kraje, cztery województwa, sześć miast i dwa plecaki.

Szlak UNESCO, trzy zamki, dwa jeziora, dwie puszcze i jeden kanał.

Masa zabytków, lokalnego jadła i cudów natury.

 Cztery podróże pociągiem i cztery autobusem.

 Prawie 1500 km.

A wszystko zaczęło się od pragnienia zjedzenia najprawdziwszych litewskich cepelinów o niepowtarzalnym smaku.

Zachęcamy do śledzenia naszej sierpniowej wyprawy po północno-wschodniej Polsce oraz Litwie!

Start za cztery tygodnie!

czwartek, października 30, 2014

Wigilia wszystkich świętych po szkocku.

Gdzie nie spojrzeć na sklepowych wystawach szczerzą się do nas dyniowe głowy, rozczochrane czarownice, nietoperze i małe słodkie pajączki. 

Znowu to amerykańskie Halloween, pomyśli nie jeden z nas. Zamiast poddać się zadumie marketingowcy po raz kolejny będą chcieli wyłudzić nasze pieniądze, bo z roku na rok przybywa dzieci łasych na darmowe cukierki.

sobota, września 08, 2012

"W drodze na Hokkaido" Will Ferguson

http://www.gandalf.com.pl/o/w-drodze-na-hokkaido,big,259091.jpg
źrodło: www.gandalf.com.pl

Uwielbiam czytać mimo, że mam na to coraz mniej czasu. Jako, że uwielbiam Japonię sięgnęłam przypadkiem w księgarni po książkę o bardzo intrygującym tytule. W dodatku była na promocji, upust 25%. Opis z tyłu okładki był równie bardzo obiecujący.


Nie mniej entuzjazmu niż dziwaczne teleturnieje i maleńkie gadżety wywołuje u Japończyków wiosenne święto wiśniowych kwiatów, którego obchody przesuwają się z południa na północ. Will Ferguson postanowił zostać najprawdopodobniej pierwszą  w historii osobą, która przemierzy autostopem Japonię, próbując przy tym dotrzymać kroku zakwitającym kwiatom wiśni. Wyrusza z przylądka Sata i zmierza w stronę wyspy Hokkaido. Przeżywa po drodze mnóstwo przygód, poznaje ludzi cudownych i cudacznych, na własnej skórze doświadcza tego, co jest istotą japońskiej kultury. "W drodze na Hokkaido" to reportaż z tej niezwykłej podróży; to jeden z najzabawniejszych i najbardziej pouczających tekstów o Japonii, jakie dotychczas napisano.

 Oraz drugi tekst wyjęty ze środka książki, który ma zachęcić do czytania, umieszczony na wewnętrznym skrzydełku okładki:

W chramie Taga w Uwajimie głównym obiektem czci - a w przypadku wielu mężczyzn zazdrości - jest fallus ogromny niczym taran. Ten potężny, pokryty nabrzmiałymi żyłami, drewniany penis jest czymś więcej niż tylko marzeniem większości Japończyków; to autentyczny symbol kultury. Taki, którym możemy się pochwalić przed przybyszami z innych stron świata.
Skromne Japonki, noszące zachodnie ubrania i torebki marki Chanel, przybywają do chramu Taga, by modlić się przed fallusem. Proszą o lekki poród oraz o drowie. I nie ma w tym żadnej niespójności. Ów niewymuszony eklektyzm jest jedną z najmocniejszych stron tego kraju.
Jedyny niemiły element tego rytuału (w każdym razie z punktu widzenia mężczyzny) następuje wtedy, gdy te same skromne kobiety składają karteczki z wydrukowanymi prośbami dotyczącymi ich przyszłości, a potem wciskają je między włókna drewna, z którego wyrzeźbiono fallus. Tkwią tam dziesiątki takich świstków, wbitych niczym igły do akupunktury, nieraz w tak czułe miejsca, że na samo wspomnienie kulę się z współodczuwanego bólu.
 
Brzmi ciekawie, prawda? Oczekiwałam naprawdę niezwykłej przygody, i że moja wiedza na temat Japonii znowu się powiększy. Nie przewidziałam jednak tego, że autor będzie bardzo subiektywny w swych relacjach, co odbiło się negatywnie na odbiorze całej książki.

Kilka słów o autorze:
Will Ferguson urodził się w dawnej osadzie traperskiej na północy Kanady. Podróżować zaczął w wieku dziewiętnastu lat: najpierw po bezdrożach rodzinnego kraju, potem po zakątkach Ameryki Południowej i Europy. Jego największym przedsięwzięciem była trwająca pięć lat wyprawa do Azji, podczas której przemierzył Japonię, Koreę, Malezję, Indonezję i Chiny. Obecnie mieszka w Calgary.
Swoje podróże opisał w książkach, spośród których najbardziej znane to "Why I hate Canadians", "Szczęście", "Hiszpańska mucha", Beauty Tips from Moose Jaw", czy właśnie "W drodze na Hokkaido". Twórczość pisarska przyniosła mu wiele prestiżowych nagród (m.in. CBA Libris Award czy Leacock Award).

Nic co miałoby wzbudzić nasz niepokój. Ale nie od dziś wiadomo, ze reklama dźwignią handlu, więc trzeba przedstawić swój produkt w jak najlepszym świetle. To nic, że autor jest wielkim ignorantem i egoistą, który na każdym kroku pokazuje jak nie lubi japońskiego narodu. Po każdym takim stwierdzeniu jaki znalazłam w tekście czułam jak ktoś wbija mi w ciało bolesne igiełki. Wszak jestem osobą tolerancyjną i jeżeli nie rozumiem czyichś zachowań, które wynikają z innej kultury, to nie patrzę na ludzi z wyższością pokazując im jak bardzo się głupi. Autor właśnie tak robi, przez co czytelnik zauważa efekt odwrotny do zamierzonego i w rezultacie ma autora za idiotę i nie pozostaje nic innego jak westchnąć i złapać się za głowę.

Najbardziej utkwił mi w pamięci fragment mówiący o tym, jak autor szczyci się tym, że od czasu ukończenia szkoły nigdy sam z siebie nie poszedł do muzeum. Co gorsza, uważa że wszyscy ludzie nienawidzą tego robić, a ci co to robią są idiotami. No cóż, jako idiotka pozdrawiam pana Willa.

Sama idea podróżowania autostopem wydaje się czymś oryginalnym, gdyż miałam nadzieję przeczytać o miastach i miejscach, które nie są opisywane w przewodnikach. Opisy są, nie mogę tego zaprzeczyć. Są one jednak przytłoczone przemyśleniami autora na temat jego stanu ducha lub żołądka. Czasami opisze jakąś ciekawostkę, ale prawie zawsze spłaszczy ją swoimi dodanymi pięcioma groszami. Wygląda to mniej więcej tak: obiekt x w miejscu y powstał z lat temu i był on jedynym obiektem w Japonii słynącym z (tutaj wstawić cokolwiek). Ludzie, który tu kiedyś mieszkali słynęli z robienia budyniowych glutów/picia na umór/najpiękniejszych dziwek (niepotrzebne skreślić). Nie podziwiałem długo obiektu x, gdyż zachciało mi się lać.
Urocze, prawda?

Dodatkowo co utrudnia odbiór książki są głębokie filozoficzne przemyślenia. Pan Ferguson chyba za bardzo próbował zrozumieć filozofię Zen i shintoizm, bo co jakiś czas raczył mnie niezrozumiałym potokiem słów, które miały być mądre, a tak naprawdę były tylko dziwnym zlepkiem. Nigdy nie zrozumiałam o co mu chodzi w danym momencie, mimo moich starań. Miałam wrażenie, że sam się gubi we własnych przemyśleniach, co raz nawet potwierdził. Dodatkowo autor cały czas szuka sensu swojej długiej wyprawy po kraju.

Na szczęście książka ma swoje plusy. Po oddzieleniu ziaren od plew ukazuje nam się obraz Japonii i ludzi go zamieszkujących. Może pan Will nie rozumiał pewnych zachowań, ale mnie wystarczył sam opis reakacji Japończyków żebym wiedziała o co chodzi. Niestety ktoś kto nie ma zielonego pojęcia o japońskiej kulturze może mieć mylny obraz rzeczywistości. Do plusów należą opisy otaczającej przyrody i miejsc. Autor opisuje charakter miast (nowoczesny czy tradycyjny), co jest kulinarną specjalnością w danym miejscu oraz z czego słynie dane miejsce (trzecia najlepsza na świecie warzelnia piwa na Hokkaido czy najpiękniejsze w Japonii miasto nocą). Jeżeli ktoś planuje wycieczkę do Japonii dobrze jest zaznaczać sobie interesujące nas fragmenty.

Książka ma 500 stron i czytałam ją kilka miesięcy. Zazwyczaj połykam książkę w max kilka tygodni, ale po przeczytaniu jednego rodziału narastała we mnie agresja i odkładałam ją na bok. Na szczęście pod koniec egoizm autora zaczął nieco słabnąć i jakoś udało mi się dobrnąć do końca.

Chciałabym teraz podsumować "W drodze na Hokkaido", ale będzie mi ciężko jeżeli nie ujawnię zakończenia, także oznaczam ten fragment jako spoiler, i jak ktoś nie chce sobie psuć radości z czytania nie musi dalej czytać.
Książka zakończyła się w bardzo dziwnym momencie niczego nie wyjaśniając. Ferguson szukał sensu życia, chciał jakoś zacząć swoje życie od początku dzięki tej wyprawie. Jedyne co udało mu się znaleźć do błędne koło. Podejrzewam, że wina leży w charakterze i myśleniu autora.
Jeżeli miałabym podsumować książkę jednym zdaniem brzmiałoby to tak: wybierając się w podróż po świecie nie znajdziesz sensu życia, za to stracisz pracę. Bardzo optymistyczne zakończenie. Na szczęście jest coś co mnie pocieszyło. Autor przyznał się, że przed wyprawą nie lubił Japończyków, ale bardzo ich szanował. Po wyprawie zaczął ich szanować mniej, ale za to bardziej ich polubił. Ciekawe... Koniec spoilera.

Jeżeli ktoś ma mocne nerwy i nie ruszają go bardzo osobiste przemyślenia autora to niech przeczyta tą książkę. Na pewno nie polecam jej jako pierwszej na temat Japonii, bo bardzo zniekształci nam rzeczywistość.

poniedziałek, lipca 16, 2012

Banchory - Poznając Szkocję cz. I

Wraz z nadejściem soboty oficjalnie zaczął się mój tygodniowy urlop :) Tym razem nie zdecydowałam się na wyjazd do Polski gdyż moim i Tża celem było wspólne spędzenie czasu poprzez poznawanie naszego nowego otoczenia jakim jest Szkocja.